Book Creator

numer wrześniowy

by Redakcja Szkolnego Echa

Cover

Loading...
Piąte
wydanie cyfrowe!
Loading...
Szkolne Echo
Loading...
Wrzesień 2021 nr 1 (147)
Loading...
Loading...
Loading...
Mimozami jesień się zaczyna,
złotawa, krucha i miła...

Poranki stały się rześkie, a dni coraz krótsze. Powietrze ma niepowtarzalny wrześniowy aromat. Już niedługo będziemy podziwiać taniec kolorowych liści i cieszyć się ostatnimi chwilami astronomicznego lata. Wrzesień to zawsze nowy początek - carpe diem!

Zachęcamy do lektury wrześniowego numeru.
Natalia Usenko Wiersz na pocieszenie
To klops. Już po wakacjach!

I lato już za nami.

Nie można go zatrzymać

tęsknotą ani łzami...

Znów budzik-stary zrzęda-obudzi

was o świcie,

tornistry i plecaki

książkami wypełnicie

i dzień za dniem popłynie.

I nogi opalone

podrepczą znów do szkoły,

choć wolą w inną stronę...

Ja wiem, że duża przerwa

nie może wam zastąpić

boiska, lasu, piłki

rozgrzanej słońcem łąki.

Lecz macie tu kolegów

do zabaw i rozmowy(...)

I będą też wycieczki.

I szkolne przedstawienia!

To wszystko nie są chyba

powody do zmartwienia?

A wkrótce nowe kapcie

znów staną się za ciasne...

Czas w szkole szybko zleci!

- Jak zeszły rok?

NO, JASNE!
17 września 1939 PAMIĘTAMY
Świat oczami kota
Miau dobry! Witam się z Wami, drodzy uczniowie po wakacyjnej przerwie. Mam nadzieję, że wypoczęliście i nabraliście energii na kolejny rok szkolny. Przyznam, że codziennie urządzam szalone galopady po moim mieszkaniu - mam nadzieję, że nie jestem w tym odosobniony. Siedząc na moim parapecie, czuję zew wolności i swobody, dlatego już niebawem wybieram się na spacer - trzymajcie za mnie kciuki. Pozdrawiam Was serdecznie!

Pamiętajcie o łapaniu ostatnich chwil babiego lata...

Wasz B.
dr jekyll czy mr hyde? oto jest pytanie...
Thought Bubble
23 września - pierwszy dzień jesieni
Jesień na wsi w dawnej Polsce, niezależnie od pogody, była czasem wielu prac: zarówno domowych jak i w polu. Dziś ta pora roku ma niewielu miłośników. A gdy już tacy się znajdą, wolą jesień podziwiać zza okien swych domostw, z kubkiem gorącej herbaty lub czekolady, zakopani w koc, uzbrojeni w książkę lub w rodzinną grę planszową.
Kiedyś na polskiej wsi nie było „zmiłuj” – czy słota czy piękne słońce, trzeba było pracować i zrobić wszystko, by solidnie przygotować się do zimy.
Jesienią zatrzymuje się życie – tak można by powiedzieć w skrócie: obumiera przyroda, z drzew spadają suche liście, niebo częściej „płacze” deszczowymi łzami, czasem tu i ówdzie spadnie pierwszy śnieg, słońce rzadziej wygląda zza coraz ciemniejszych chmur, dzień jest krótszy, noce mroźniejsze…
Jesień na wsi była czasem zadumy, wspominania, a sprzyjały temu listopadowe dni Wszystkich Świętych oraz Zaduszki. Do tego kończy się rok obrzędowy oraz ściśle z nim związany rok liturgiczny w Kościele katolickim.
Jesień na wsi, to najczęściej czas hucznych wesel i spotkań towarzyskich, jakby na przekór aurze za oknem, ludzie postanowili ożywić swe domy śmiechem i radością. Poza tym, dzięki nieco mniej intensywnej pracy w polu, było więcej czasu na organizowanie i świętowanie swatów oraz zaręczyn, a zebrane już plony dawały możliwość na przygotowanie wystawnej uczty weselnej – w przypadku zamożnych gospodarzy, oraz skromnej uroczystości w przypadku biedniejszych.
Gospodarze starali się zasiać zboże ozime przed 8 września, czyli przed świętem Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, zwanym zwyczajowo Świętem Matki Boskiej Siewnej. Do zboża dosypywano ziele poświęcone w święto Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia) lub w oktawie Bożego Ciała, bazie z palm wielkanocnych albo ziarno z dożynkowego wieńca. Mimo, że w mniejszej ilości, prace na dworze nadal trwały. Na polach należało przecież zrobić wykopki (ziemniaki, kapusta, cebula, marchew), w sadach zbierano śliwki, jabłka i gruszki, udawano się również na grzybobranie. Następnie grzyby suszono i robiono z nich różne przetwory. Późną jesienią kończono prace na polu, a pasterze na Podhalu wracali ze swoimi stadami owiec do wsi. Robota przenosiła się do pomieszczeń, a było co robić w zaciszach domowych. Prym wiodły gospodynie, którym długie, jesienne wieczory wypełniały przędzenie (zwane też prządkami), tkanie czy darcie pierza (znane pod nazwą pierzaki, pierzawiny czy skubaczki). Przygotowywano zapasy na zimę, m.in. konfitury i powidła, kompoty, dżemy, ogórki, kiszono kapustę, wędzono kiełbasy, smażono smalec. Wszystkie zapasy przechowywano w chłodnych piwnicach, zapobiegając ich zepsuciu i utrzymując w niskiej temperaturze. Mrok za oknem sprzyjał nie tylko opowiadaniu legend i magicznych opowieści, ale także wróżbom.
PrevNext